wSTAWaj i ruszaj się - przygoda czeka!

15.07.2020
dr Wojciech Swędzioł
wSTAWaj i ruszaj się - przygoda czeka!
dr Wojciech Swędzioł
dr Wojciech Swędzioł
Doktor nauk o kulturze fizycznej, adiunkt w zakładzie Alpinizmu na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie
„W pewnym sensie życie naprawdę przypomina pudełko czekoladek. Jest tyle niezwykłych rzeczy, które możemy robić, rozwijając się i dążąc do mistrzostwa lub po prostu ciesząc się tą różnorodnością”.

Tak o kulturze fizycznej mówi dr Wojciech Swędzioł – wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego im. Bronisława Czecha w Krakowie, instruktor m.in. narciarstwa wysokogórskiego, kajakarstwa, jeździectwa i wspinaczki sportowej. W swojej codziennej pracy zajmuje się wykorzystaniem elementów przygodowych dla rozwoju osobowego, zagadnieniami bezpieczeństwa oraz zarządzania ryzykiem.

W tym tekście znajdziesz wiele trafnych określeń kultury fizycznej, a przede wszystkim dowiesz się, jaka jest różnica między satysfakcją a przyjemnością, czym jest stan flow, przeżywany podczas uprawiania wybranej aktywności fizycznej oraz jakie emocje najczęściej determinują nasz poziom motywacji i ściśle wiążą się z doświadczanymi w życiu przygodami. Zapraszamy do lektury! 

 

W naszym życiu możemy odkrywać, przeżywać, wspinać się na szczyty lub kamienie (dosłownie od angielskiego słowa bouldering), szusować po „sztruksie” lub przemierzać na „fokach” góry! Możemy spływać kajakiem nowymi rzekami i odkrywać nowe jeziora albo jak Aleksander Doba… przepływać oceany! Możemy połykać kilometry „szosówką”, wspiąć się rowerem na przełęcz Stelvio, albo przy pomocy e-bike’a dotrzeć w miejsca, na które w zasadzie nie jesteśmy już wystarczająco młodzi czy odpowiednio sprawni. Możemy doświadczać przygód w tylu różnych dziedzinach! A najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli nie jesteś mistrzem świata jednej dyscypliny, możesz próbować właściwie wszystkiego. Dokładnie tak, jakbyś sięgał po kolejne czekoladki. I właśnie tak było ze mną. 

Po dobrych kilku latach młodzieńczej fascynacji sztukami walki, latach ciężkiego treningu, sparingów i zawodów, postanowiłem… spróbować wspinaczki. Być może miało to związek z potrzebą wyjścia z dusznej sali i pooddychania świeżym powietrzem. Po kolejnych latach pełnego zaangażowania, w którymś momencie odkryłem, że i w tej dyscyplinie nie zostanę mistrzem świata. Co z tym zrobić? To odkrycie było jak piękny prezent, bowiem od tego momentu zacząłem degustować moje pudełko czekoladek. Bieganie po lesie i górach, piesze wędrówki, pływanie kajakiem, jazda na rolkach, rower, skitury, jazda konna… niektóre z tych dyscyplin wprowadziłem do programu specjalności Turystyka przygodowa w krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego i towarzyszę studentom w ich poznawaniu. Brzmi to wszystko pięknie, ale wyjście ze strefy komfortu jest faktem i tylko ktoś, kto tego spróbował, wie, czym to „wychodzenie” pachnie. 

Wiesz, jaka jest różnica pomiędzy przyjemnością a satysfakcją? Otóż przyjemność osiągamy bez zaangażowania i wysiłku. Jest raczej ulotna i nie pozostawia po sobie wyraźnego śladu. Chyba, że mamy na myśli nieprawidłową masę ciała… Satysfakcja z kolei wymaga od nas więcej, ale też więcej zyskujemy. Trzeba tylko zacisnąć zęby, zgodzić się na trudne warunki i zaakceptować fakt, a zarazem korzyści płynące ze zjawiska tzw. odroczonej gratyfikacji. Wtedy z pewnością nadejdzie moment, w którym poczujesz coś wyjątkowego.

W 1968 r Abraham Harold Maslow dodał do swojej słynnej piramidy hierarchii potrzeb tzw. przeżycia szczytowe, określane wcześniej jako mistyczne. Jak pisał, w czasie przeżycia szczytowego człowiek doświadcza poszerzenia swojej jaźni i zjednoczenia z naturą, życie staje się pełne sensu. Doświadczeniom tym towarzyszy często poczucie zachwytu, uniesienia, olśnienia, a nawet ekstazy. Ludzie przeżywający takie stany doznają pełni swojego istnienia. 

Prawdziwy rozgłos oraz nazwę, stan flow zawdzięcza Mihaly Csikszentmihalyi. Ów naukowiec przez wiele lat dogłębnie badał te przeżycia. Obecnie stan flow bywa nazywany także stanem przepływu, doświadczeniem optymalnym albo stanem uskrzydlenia. I chyba to ostatnie określenie niesie ze sobą największy ładunek emocjonalny, wiążący się z pragnieniem, które człowiek wyrażał w przeróżnych dziedzinach życia: sztuce, literaturze, nauce… wspominając choćby mit o Dedalu i Ikarze, projekty machin latających Leonarda da Vinci czy bajkowe postaci, takie jak Piotruś Pan z powieści Jamesa Matthew Barrie, a nawet bardziej współczesne historie Supermana i Batmana. Zresztą, „Być jak superman. Teoria i praktyka osiągania niemożliwego” to tytuł znakomitej pozycji Stevena Kotlera, poświęconej właśnie stanowi flow. 

Właściwie każda emocja, jaką odczuwamy, jest formą motywacji. Samo słowo emocja ma niezwykle ciekawy źródłosłów, pochodzi bowiem od łacińskiego e movere, czyli… w ruchu! Emocje przypisują znaczenie różnym zdarzeniom w naszym życiu i są bodźcem do podejmowania określonych działań lub ich zaniechania. Przykładem może być strach, który staje się motywacją do rezygnacji. 

Motywacje dzielimy tradycyjnie na zewnętrzną, która wynika ze społecznych norm oraz systemu kar i nagród oraz wewnętrzną. Ta druga, zdecydowanie bardziej pożądana i umożliwiająca osiąganie „niemożliwego”, pochodzi z naszego wnętrza i jest efektem niezaspokojonych potrzeb. Wpływa na nią ogromna ilość czynników, ale niektóre z nich można uznać za kluczowe. Są to: 

  • autonomia, czyli pragnienie samodzielnego kierowania własnym życiem;
  • mistrzostwo, czyli pragnienie nieustannego rozwoju w czymś, co jest dla nas ważne;
  • poczucie sensu, czyli pragnienie robienia rzeczy w służbie czegoś większego, niż my sami. 

Absolutnie nie umniejszając wagi autonomii, która wiąże się przecież z jedną z najcenniejszych wartości – wolnością, ani też wagi sensu, skoncentrujmy się teraz na mistrzostwie.

W psychologii poznawczej istnieje tzw. „efekt złotowłosej” (ang. Goldilock), zgodnie z którym małe dzieci naturalnie wybierają zadania niebędące dla nich ani zbyt łatwymi, ani zbyt trudnymi. Są to wyzwania, które bez pobudzania strachu czy niepewności pozwalają osiągnąć stan flow. Dzieci podświadomie wiedzą, że zbyt trudne wyzwania spowodują u nich tylko frustrację, a zbyt łatwe szybko je znudzą. Dlatego też prawzorem zjawiska flow jest bawiące się dziecko, które pozostaje w błogim stanie absolutnego „bycia w sobie”. 

Co powinieneś zatem zrobić, by poczuć flow? Dążenie do wysokiego poziomu umiejętności to potencjalnie ryzykowna droga, na której można nabić sobie niejednego guza. Powinieneś więc zadbać o siebie i o swoje zdrowie. Tylko działanie w obszarze równowagi pomiędzy trudnością wyzwania, a zdolnością do jego wykonania pozwala doświadczyć flow. Cel powinien być jasno określony, a informacja zwrotna jednoznaczna. Jeśli na przykład – chodzisz po taśmie, uprawiając slackline, celem jest utrzymanie równowagi i uniknięcie upadku. Jeśli spadasz, nie osiągasz celu i nie doświadczysz flow. To proste. 

Całkowita koncentracja na zadaniu, utrata poczucia czasu, zatracenie się w czynności – to kolejne z elementów składających się na doświadczenie stanu uskrzydlenia. Przede wszystkim jednak uświadom sobie, że bez względu na to ile masz lat, jesteś dzieckiem tego świata i masz pełne prawo do cieszenia się swoim „pudełkiem czekoladek”, a zatem – wSTAWaj i odkrywaj w sobie Siłę Ruchu!