poSTAWiłem na sportową karierę – i co dalej?

09.04.2021
Jestem ogromnym szczęściarzem. Dlaczego tak myślę?

Ponieważ zakończenie mojej wyczynowej kariery sportowej mogłem sobie zaplanować, a następnie, punkt po punkcie, realizować swój program, co doprowadziło mnie do zdobycia złotego medalu na Letnich Igrzyskach Olimpijskich 2004 w Atenach. Gdy po raz czwarty stałem na najwyższym podium i po raz ostatni grano mi „Mazurka Dąbrowskiego”, miałem już skończone 36 lat. W związku z tym w moim otoczeniu nie brakowało osób, które moje wyniki już od roku – zresztą zgodnie z regulaminem – zaliczało do statystyk kategorii „masters”, czyli w zasadzie emerytowanych sportowców w wieku 35+.

Oczywiście byłem w pełni świadomy swojego wieku i wszystkich wynikających z tego konsekwencji. Wiedziałem, że jestem tym samym – ale już nie takim samym zawodnikiem – jak przed czterema laty w Sydney, gdy walczyłem o złote medale na obu dystansach, 20 i 50 km. Igrałem ze zdolnościami regeneracyjnymi swojego organizmu, poddając go okresowo ponadstandardowym obciążeniom wynikającym z konieczności połączenia siły i szybkości na „dwudziestce” z ultra ergonomicznym zarządzaniem techniką i intensywnością na „pięćdziesiątce”.

Czas startowy i treningowy pomiędzy Igrzyskami z 2000 r. a tymi z 2004 r. był jednym wielkim pożegnaniem, założyłem sobie jednak, że postaram się ten czas wykorzystać jak nigdy dotąd. Miałem w tym okresie najwyższą świadomość własnego ciała, ogromną dojrzałość taktyczną, umiejętność zarządzania emocjami oraz zdolność do strategicznego myślenia. Wiedziałem, że w treningu ,,mniej i dokładniej’’ będzie równało się ,,zdrowiej i efektywniej”. W pierwszych czterech latach nie przegrałem żadnych docelowych zawodów mistrzowskich. Ustanowiłem za to dwa rekordy świata i –  również dwukrotnie – wygrałem światowy ranking chodu składający się z cyklu zawodów Grand Prix IAAF.

Jak tego dokonałem? Otóż postawiłem na regenerację organizmu i precyzyjnie dokonywałem wyboru zawodów etapowych, tak by nie przeciążać ani mojego aparatu ruchu, ani też nie zaburzać procesu odbudowy substratów energetycznych. To właśnie wtedy, z najwyższą świadomością i atencją, zoptymalizowałem dietę – tak, by zarządzać właściwie masą ciała przy spowolnionym już przez wiek metabolizmie. Jak nigdy dotąd dbałem o równowagę za pomocą wspomagających ćwiczeń siłowych z 30-40 minutową codzienną sesją rozciągania.

W okresie wiosennych i letnich mityngów komercyjnych nie startowałem już co tydzień , bo na pełną regenerację potrzebowałem nie 6, a 8 dni. Jesienią zaś wyjeżdżałem na profilaktyczne sanatoryjne leczenie do Ustronia albo litewskich Druskiennik , gdzie u tzw. „wód” dochodziłem do siebie i sięgałem do swoich źródeł życiowej energii, a konkretnie – stawiałem na odbudowę chrząstki stawowej i przywracanie sprawności wszystkich partii mięśniowych.

W ostatnim roku przygotowań trenowałem zdecydowanie mniej niż przed igrzyskami w Sydney. Wolumen mojego kilometrażu zmniejszył się nawet o 20% przy zachowaniu maksymalnej efektywności startowej.

Czy to znaczy, że wcześniej niepotrzebnie trenowałem na poziomie 6,2 tys. km rocznie, podczas gdy wystarczało zrobić tylko 5 tys. km? Otóż nie – każdy wiek ma swoje prawa. To, co na pewnym etapie jest dobre, potrzebne i wspomaga rozwój młodego organizmu, dla starszego może już być zanadto obciążające i przyczynić się do serii kontuzji i zaburzeń w regeneracji. Owszem, nie wystartowałem już w Atenach na 20 i 50 km, zrezygnowałem tym samym z walki o dwa medale. Zależało mi jednak na złotym medalu, a nie na jakimkolwiek medalu. Skoncentrowałem się na jednym celu. Życie jest sztuką świadomych wyborów, których należy dokonywać, uwzględniając zmieniające się okoliczności.

Moją przygodę z olimpijskim sportem kończyłem w znakomitym zdrowiu i z przekonaniem, że świat znów stoi przede mną otworem. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, jak bardzo zasady zarządzania swoją efektywnością psycho-motoryczną przydadzą mi się na nowym etapie mojego życia. Dziś już wiem, że była to kluczowa lekcja – na całe życie.

 

veneo_doppelherz_silaruchu_baner_RK2_20210330

 

Wsłuchiwanie się w organizm, zaprzyjaźnianie się z nim na dobre i na złe, uwzględnianie jego możliwości i zdolności regeneracyjnych przy dobieraniu celów aktywności sportowej i zawodowej, to absolutna postawa dla skutecznego działania i budowania równowagi osobistej. Dziś żyję tak, jakbym co roku zamykał ważny, pełen ambicji etap, mając świadomość, że zza horyzontu wyłoni się zapewne nowy cel, na który postawię i zrobię wszystko, by dojść do niego w jak najlepszej formie!