odSTAW śmieciowe jedzenie i złe nawyki – praktyczne porady

17.03.2020
Śmieciowe jedzenie – o co chodzi? Czy na pewno zawsze o fast food i kiedy go z daleka omijam, to ten problem mnie nie dotyczy?

Otóż, bijąc się w pierś – trochę już historycznie – przyznaję, że gdy trenowałem w latach osiemdziesiątych jako junior i początkujący senior-student, jadłem to co udawało się zdobyć w sklepach na kartki czy bez kartek…Właściwie nie było wtedy żadnych limitów ani w proporcjach, ani w składzie produktów, a na obozach sportowych potrafiliśmy pożerać na kolację po pół bochenka chleba z dżemem w ramach deseru po parówkach. Po posiłku wypijaliśmy przeróżne gazowane napoje czy – w najlepszym razie – wysokosłodzone kompoty. Trzeba było się najeść i już, a następnego dnia znów zdobyć coś do jedzenia. Czy było to jedzenie śmieciowe? Oczywiście, że tak! Chociaż w tak skomponowanych posiłkach nie było właściwie niczego, co dziś powszechnie uznawane jest za niezdrowe. Często i dzisiejszy student, który zajada piątą białą bułkę z masłem i żółtym serem z ketchupem nie ma świadomości, że nie liczy się tylko energia, ale też produkty z jakich jest ona pozyskiwana.

Ja uczyłem się tego stopniowo, chociaż we wspomnianej już drugiej połowie lat 80. bardziej teoretycznie niż praktycznie mogłem planować proporcje warzyw, białek i węglowodanów w mojej diecie. Świeże warzywa przez większość roku, wysoko gatunkowa ryba czy mięso to były jednak dobra z innej planety!

Uratowała mnie zmiana systemu gospodarczo-politycznego i pierwsze wyjazdy do krajów śródziemnomorskich, takich jak Portugalia, Hiszpania a w końcu Francja, w której osiedliłem się na 12 lat. Tam odkryłem całoroczne bazary z sezonowymi owocami i warzywami, dobrą oliwę, owoce morza, ryby i świetną wołowinę, która – jak się okazało – wcale nie musiała być podeszwą z kością.

Nauczyłem się wtedy jedzenia lekkich śniadań z płatkami owsianymi, jogurtem i owocami. Zacząłem zabierać na treningi dostępne dziś już wszędzie w Polsce batoniki ze sprasowanych owoców albo zbożowe oraz popijać izotoniki w trakcie wysiłku. Kiedy skarżyłem się lekarzom na jakieś dolegliwości mięśniowe, ci na ogół najpierw pytali mnie, ile wody wypiłem poprzedniego dnia. Tak, tak – wody… Oczywistym jest, że każdy z nas powinien wypijać około 1,5-2 l dziennie, ale gdy trenujemy, objętość przyjmowanych płynów też musi odpowiednio wzrastać – w zależności od warunków atmosferycznych i intensywności treningu. Pijmy głównie wodę, bo śmieciowe może być nie tylko jedzenie, ale i napoje bogate w sacharozę i konserwanty. Butelka wody powinna zatem zawsze towarzyszyć sportowcowi – niezależnie od tego czy jest na treningu, czy pracuje przy komputerze, czy też prowadzi samochód. Jej stopniowe opróżnianie będzie nam uświadamiało na ile przyjaźnie traktujemy nasz organizmu.

Będąc sportowcem, nauczyłem się planowania wszystkich posiłków co do składu produktów, wielkości porcji i pory jedzenia. Przewidywałem kiedy mogę być głodny lub czego będę w danym momencie potrzebował – czytaj: co będzie dobre dla mojego organizmu. Głód nie może nas zaskoczyć, bo wtedy najłatwiej sięgamy po śmieciowe żarcie. Tak – żarcie, bo pożeramy je, zamiast spokojnie jeść, usprawiedliwiając batony, hot dogi czy białe kanapki z majonezem spadkiem cukru w organizmie, nogami jak z waty czy zaburzeniami koncentracji. Owszem, reakcje są prawdziwe i przykre, ale jeśli nie jemy przez 6-7 godzin, to po tym czasie pożeramy ,,konia z kopytami” i prosimy jeszcze o dużą porcję lodów na deser. Jedzmy zatem regularnie, najlepiej co około 3 godziny, planując nasze aktywności tak, by zawsze znalazła się przestrzeń na chwilę spokojnego skupienia na jedzeniu.

A co jeść, by być zdrowym? Otóż każdy z nas ma inne potrzeby i przyzwyczajenia kulinarne. Gdy jednak uwzględnimy zalecenia z piramidy żywienia, u podstawy której jest aktywność, to doskonale zrozumiemy jaką moc ma Siła Ruchu i nawyki regularnej dbałości o to, z czego czerpiemy naszą życiową energię.

 

veneo_doppelherz_silaruchu_baner_RK1_20210330