Gdy STAWką jest wygrana ze swoimi słabościami

24.02.2021
Sport i aktywność sportowa są – albo przynajmniej powinny być – naszą życiową codziennością. Patrząc z długodystansowej perspektywy, największą nagrodą za taką postawę jest zdrowie i wysoka samoocena, niezależnie od tzw. peselu.

Czasem jednak potrzebujemy zaznaczyć jakiś etap naszego życia podjęciem wyzwania na miarę naszych marzeń, choć nie zawsze w zgodzie z naszą aktualną fizyczną, a i nawet psychiczną gotowością. W zależności od wieku i osobistego sportowego doświadczenia, pojawiają się pragnienia zaliczenia pierwszego w życiu Runmageddonu, Biegu Rzeźnika, triathlonu czy przebiegnięcia pierwszej w życiu dychy poniżej 60 minut. W ostatnim pandemicznym czasie mieliśmy bardzo niewiele szans na to, by zmierzyć się z innymi, ale przede wszystkim z samymi sobą w rywalizacji na ponadprzeciętnie długich dystansach czy z przeszkodami o wyjątkowym stopniu trudności. Tym bardziej liczymy na to, że gdy tylko już COVID-19 i rozporządzenia rządowe nieco zluzują, to dosłownie „rzucimy się” na doganianie własnych marzeń.

Marzenia oczywiście trzeba mieć, bo one napędzają nas i motywują do działania. Rzecz jednak w tym, by na etapie kiedy zaczynamy je przekuwać w wizję i cel, pomyśleć o planie działania oraz zasobach, jakie są potrzebne, by ów cel osiągnąć. Trzeba też umieć odróżnić fantazję od wizji możliwej do spełnienia.

Ja na przykład, będąc dzieckiem, marzyłem o tym, by latać nad poprzeczką jak mistrz olimpijski w skoku o tyczce – Władysław Kozakiewicz. Czy nie udało mi się? Może nie wszystko poszło tak, jak widziałem to oczyma 12-latka, jednak mistrzem olimpijskim w lekkoatletyce zostałem. Nie miałem skoczności ani zwinności Kozakiewicza, za to miałem wytrzymałość porównywalną do mistrza biegu na 3000 m z przeszkodami – Bronisława Malinowskiego, kolegi złotego tyczkarza z Moskwy. Jaki z tego płynie wniosek? Otóż bezwzględnie warto każdy ambitny cel skonfrontować z naszymi parametrami fizycznymi, psychicznymi, potencjałem materialnym, zobowiązaniami rodzinnymi i zasobem czasu, jaki możemy przeznaczyć na regularny trening.

 

veneo_doppelherz_silaruchu_baner_RK2_20210223

 

Podjęcie każdego większego wyzwania radykalnie wpływa na nasze życie. Musimy przecież regularnie i odpowiedzialnie trenować na przestrzeni co najmniej kilku miesięcy, a do tego, by wystartować np. w pełnym maratonie czy triathlonie o klasycznej formule Iron Man, potrzebujemy nawet kilku lat wprowadzenia. Tylko takie wyrzeczenie da nam szansę, by zasłużyć sobie na nagrodę, jaką będzie medal ukończenia biegu w Bostonie, morderczego trójboju na Hawajach czy kultowego 80 km Rzeźnika w Bieszczadach.

Zmiana diety na taką, która będzie z jednej strony bogata energetycznie, a z drugiej optymalnie zrównoważona w zakresie jej komponentów, regularny wypoczynek, otwartość na wsparcie specjalistów takich jak trener, fizjoterapeuta, a czasami i lekarz, osobiste staranie o zgłębienie podstaw funkcjonowania naszego organizmu – to wszystko sprawi, że poczujemy się jak olimpijczycy czy wyczynowcy.

Obojętnie jednak jak bardzo kręciłoby nas nasze wyzwanie, to jednak najważniejsze niech pozostaną korzyści, jakie chcemy z jego realizacji odnieść. Jeśli na jakimś etapie zauważymy, że brak nam czasu dla naszych najbliższych, tracimy koncentrację na celach zawodowych, a zdrowa dieta staje się powoli naszym z lekka obsesyjnym uzależnieniem (bo przestaliśmy cieszyć się smakami pór roku i zamiast tego ciągle liczymy kilokalorie), to może czas na weryfikację założeń i zrozumienie, że ,,Kozakiewiczami” pewnie nie będziemy. Choć to wcale nie znaczy, że sukcesu nie osiągniemy w inny, bardziej adekwatny dla naszych obecnych zasobów i potrzeb sposób!

Zamiast Rzeźnika, można przebiec przecież o 50 km krótszego Rzeźniczka, w triathlonach mamy formuły sprinterskie i połówki Iron Man, zaś przy każdym maratonie są biegi śniadaniowe czy inne towarzyszące, które też dają satysfakcję! Powiecie, że zaniżam poziom? Otóż nic bardziej błędnego! Chcę po prostu być zdrowym i głodnym nowych, ale i racjonalnych wyzwań za kolejne 5, 10 i 25 lat – czego życzę nam wszystkim. Wspierajmy naszą Siłę Ruchu!